Szukaj na tym blogu

15.07.2017

Włosomaniaczka i jej wyjazd wakacyjny, czyli moja wyprawa nad morze

Kto by pomyślał, że mieszkając 13 kilometrów od morza,mój wakacyjny urlop w połowie spędzę...nad morzem! Po raz kolejny przekonałam się, że nie warto nic planować.
Na początku nie byłam zadowolona ze zmiany naszych planów, jednak teraz, kiedy już wróciłam z urlopu,stwierdzam że była to najlepsza część mojego wyjazdu. W między czasie oczywiście nie zapomniałam o pielęgnacji moich włosów.
Gdzie spędziłam urlop? W jaki sposób dbałam o swoje włosy podczas letniego wypoczynku? Tego dowiecie się w moim dzisiejszym wpisie.
Pobudka wcześnie rano...
Nasz wakacyjny wyjazd zaczął się od dźwięku budzika. Niestety jak to zwykle bywa, kiedy mam dzień wolny, notorycznie przestawiam budzik o 15 minut. Zamiast o godzinie szóstej,wyjechaliśmy po dziewiątej.
Dziękuję za to,że możemy podróżować samochodem. Gdybyśmy mieli zdążyć na autobus lub pociąg wczesnym rankiem, wątpię, ze kiedykolwiek gdzieś byśmy wyjechali. Na szczęście w końcu ruszyliśmy w drogę, w stronę Płocka. Teraz pojawia się pierwsze pytanie: w jaki sposób znaleźliśmy się nad morzem? O tym później.
Na początku pojechaliśmy do rodziców mojego ukochanego. Tam po obiedzie i krótkim odpoczynku dowiedzieliśmy się, że brat mojego Arka razem z synem wybierają się do Trójmiasta na koncert.
Po chwili zastanowienia,stwierdziliśmy, ze możemy się zabrać razem z nimi.
Rewa,Sopot,Gdynia,Gdańsk...
Kiedy już dojechaliśmy nad morze udało nam się znaleźć nocleg w Rewie.
Od razu wybraliśmy się na spacer na Cypel Rewski. Pogoda nie była zbyt ciekawa,ale staraliśmy cieszyć się z wyjazdu.



Po dość długim spacerze po plaży poszliśmy coś zjeść. Kiedy byliśmy na obiedzie strasznie się rozpadało. Całe szczęście,że udało nam się uciec przed deszczem. Nie chciałabym być teraz chora, tym bardziej, że w przyszłym w tygodniu znów pojawię się w Trójmieście!


Wieczorem zawieźliśmy chłopaków na koncert do Ergo Areny, potem wybraliśmy się na randkę do Manekina. Zawsze, będą w tej naleśnikarni, wybierałam naleśniki wytrawne. Tym razem zdecydowaliśmy się na naleśniki na słodko i koktajle truskawkowe. Były pyszne, ale nie udało nam się ich zjeść w całości. Zrobiło nam się zbyt słodko. Jestem wielką miłośniczką czekolady i wszelkich słodyczy, ale nawet mnie te pyszności pokonały. Teraz już wiemy,żeby wybierać tylko naleśniki wytrawne. Z nimi całkowicie dajemy sobie radę. 

Zachód słońca podziwialiśmy na molo w Sopocie. Będąc tam skorzystałam nawet z wróżby papużki, dowiadując się kilku ciekawych rzeczy na temat swojej przyszłości. Nie mówię, że wierzę w takie rzeczy, jednak czasem lubię skorzystać z wróżb.

Kolejnego dnia wybraliśmy się na zwiedzanie Gdańska,Gdyni i Helu. W niektórych miejscach już byłam, inne okazały się dla mnie całkowitą nowością.
W Gdańsku wybraliśmy się do Centrum Hewelianum.
Ja szczególnie lubię wystawę Z Energią, Na kilkudziesięciu stoiskach możemy obserwować, a także wywoływać różne zjawiska.
Odwiedziliśmy również oceanarium w Gdyni. Można w nim zobaczyć wiele niezwykłych gatunków ryb. W całym obiekcie znajduje się aż 68 akwariów. Naprawdę warto je odwiedzić, będąc w Gdyni.
Potem postanowiliśmy popłynąć na Hel tramwajem wodnym. Cała podróż trwała zaledwie godzinę. Dla porównania samochodem jechalibyśmy około dwóch godzin. Jest to o wiele szybka opcja dla podróżujących.
Na Helu zjedliśmy pyszny obiad, a później wybraliśmy się na pokaz karmienia fok w Fokarium. Świetnie się bawiliśmy, a dodatkowo dowiedzieliśmy się kilku ciekawych informacji o tych ssakach morskich.
Potem wróciliśmy do Gdyni pociągiem, ta podróż dłużyła się nam strasznie. Po powrocie przyszła pora na zjedzenie gofra z bitą śmietaną,owocami i pyszną polewą. Planowałam spróbować Bubble Waffle, niestety nie udało mi się nigdzie znaleźć stoiska. Może wy wiecie gdzie w Trójmieście uda mi się dostać ten deser?
Kolejny dzień to czas powrotu do rodziców Arka. O tym co zwiedziłam będąc na Mazowszu dowiecie się w kolejnym poście dotyczącym Włosomaniaczki i jej wyjazdu wakacyjnego. 
A włosy?
Przyszła pora na najważniejszą część mojego wpisu. W jaki sposób dbałam o moje włosy podczas wyjazdu?
Wiadomo, że będąc na wakacjach, ciężko nam znaleźć dłuższą chwilę tylko dla siebie. Każdy z nas chcę jak najwięcej zobaczyć, odpocząć i spędzić ten czas ciekawie. Warto jednak znaleźć choć 20 minut tylko dla siebie, a także dla swoich włosów.
Włosy przed słońcem zabezpieczałam olejem kokosowym na długości, końcówki zabezpieczałam jedwabiem z Joanny.
Myłam je zawsze wieczorem szamponem Baby dream, a na długość nakładałam moją ulubioną złotą maskę Isana. Wystarczy jej tylko 10 min, żeby składniki dobrze się wchłonęły, a włosy były wygładzone. Podczas wyjazdu włosów nie suszyłam, czekałam aż wyschną same. Na noc włosy związywałam w luźny warkocz.
Zwiedzając Trójmiasto oraz chodząc po plaży moje włosy przez większość czasu były związane w kucyk lub w warkoczyk. Rozpuszczałam je jedynie do zdjęć.
Nad morzem przebywałam tylko trzy dni, wiec słońce oraz morskie powietrze nie zdążyły zniszczyć moich włosów. Pamiętajcie,że jednak lepiej zapobiegać niż leczyć. Zabezpieczajcie swoje włosy przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi. Później nie wszystkie zmiany można uratować, a długo zapuszczane włosy nadają się do ścięcia.



Podczas wyjazdu nie zrobiłam zbyt wielu zdjęć, choć bardzo lubię je robić. Nie zabraliśmy ze sobą ładowarki i niestety musieliśmy się dzielić jedną jedyną samochodową podczas podroży. Przez większość czasu miałam telefon wyłączony. Dzięki temu udało mi się zobaczyć więcej niż zwykle podczas wyjazdów! :)




5 komentarzy:

Paulina Rychter. Obsługiwane przez usługę Blogger.