Szukaj na tym blogu

29 mar 2016

Moja włosowa historia

Cześć!
 Moja pielęgnacja włosów trwa od stycznia 2015 roku. 
Wcześniej niestety moje dbanie o włosy polegało na umyciu ich zwykłych szamponem z SLS, wysuszeniu suszarką i wyprostowaniu ich.
Na szczęście udało mi się w porę opamiętać. 





Jako dziecko zawsze byłam obcinana na chłopaka. Podobno bardzo nie lubiłam się czesać, a taka fryzurka ułatwiała mamie doprowadzenie moich włosów do ładu.


W wieku 8 lat zaczęły się u mnie problemy z odżywianiem – anoreksja. Każdy pewnie myśli: skąd u takiego dziecka anoreksja? Powodem mojego „odchudzania” nie była chęć osiągnięcia idealnej wagi. Po prostu przeżyłam pewien wstrząs i odbiło się to na jedzeniu. Piłam po 4 litry wody,jadłam miksowane zupy oraz herbatniki.
Byłam częstym gościem w szpitalach oraz u różnych lekarzy. 


Skutki mojej choroby niestety mogę zauważyć dzisiaj. Mam problemy ze zdrowiem, problemy ze wzrokiem oraz przede wszystkim z wypadaniem włosów.
Wtedy również nastąpił przełom i zaczęłam powoli jeść coraz więcej.


Hitem był wówczas szampon Shamtu dodający objętości. Jako, ze weszłam w okres dojrzewania moje włosy zaczęły strasznie szybko się przetłuszczać. Z tego co pamiętam w tym czasie myłam je co 2-3 dni, ostatniego dnia nosiłam już włosy spięte.
W drugiej klasie gimnazjum postanowiłam zaszaleć i razem z koleżanką zafarbowałyśmy się na czarno szamponem na 24 mycia. Mój szampon jednak pozostał na moich włosach od czerwca do września. To dopiero dobry szampon koloryzujący, szkoda że nie pamiętam nazwy :D


W gimnazjum również unikałam fryzjera. Bardzo chciałam mieć długie włosy. Moja najlepsza długość to do pasa, niestety szybko przekonałam się, że długie włosy to problem.
W trzeciej klasie gimnazjum postanowiłam je ściąć, przed sylwestrem. Nowy rok, nowy wygląd czy jakoś tak. Na moim czole pojawiła się wtedy również grzywka na bok. Taka „modna”.


Do zakończenia roku moje włosy sporo urosły, na balu mogłam się cieszyć włosami o długości sięgającej do zapięcia stanika.
Kiedy poszłam do liceum moje włosy zaczęły tracić na objętości. Wypadały, przetłuszczały się a ja nic sobie z tego nie robiłam. Dodatkowo fundowałam im co jakiś czas szamponetkę o kolorze brązu, czerni lub wiśni.



Moje pielęgnacja poszerzyła się o odżywki Garnier fructis oraz odżywkę b/s z gliss kura różową.
Zaszalałam, jednak włosy wciąż dostawały porcję nowych kolorów.
Nie przechodziłam w swoim włosowym życiu jakiegoś wielkiego buntu.
Jednak rok 2014 był dla mnie bardzo ciężki. Problemy w życiu, ze zdrowiem i ze szkołą zaczęły odbijać piętno na moich włosach.
Na studniowce moje włosy miały w objętości trochę ponad 5 cm…Były suche, matowe i bardzo przetłuszczające u nasady.
Wtedy właśnie po raz pierwszy pomyślałam, że coś może być nie tak.
Pod koniec zimy 2014 roku poznałam mojego chłopaka. W sumie po części dzięki niemu rozpoczęła się moja prawdziwa pielęgnacja.
Wyjechałam na wakacje w jego strony pod Warszawę, gdzie u znajomej fryzjerki pozbyłam się bardzo dużej ilości włosów.
Na mojej głowie pojawił się bardzo krótki bob w naturalnym kolorze, oczywiście z grzywką na bok.

W lipcu 2014 roku postanowiłam pozbyć się problemu z wypadającymi włosami. Sięgnęłam po apteczny szampon Pharmaceris przeciw wypadaniu włosów. Szampon pomógł, jednak kiedy skończył się problem powrócił.
Głupia ja postanowiłam znów zmienić swój wygląd. Od października miałam zacząć studia i chciałam mieć kolor włosów bardziej studencki. Tym razem sięgnęłam po trwałą farbę w kolorze czerni. Żałuję tej decyzji do tej pory.


Moje włosy zaczęły lecieć jak oszalałe, a ja płakałam kiedy widziałam w odpływie wanny kolejne „kotki” z moich włosów.
W styczniu 2015 roku odnowił się mój kontakt z internetową koleżanką z przed lat. Cukrową Ksieżniczkę poznałam już jako hm..9 latka przez gadu gadu.
Dowiedziałam się, że prowadzi blog o pielęgnacji włosów. Po kilku dniach natknęłam się również na forum wizaż oraz na Anwen.
Pielęgnacja w okresie od czerwca do sierpnia.

Kolejnym problemem z jakim się zmagałam była walka z zakolami. Niestety nie posiadam zdjęć przed.
Uratowała mnie wcierka jantar, Joanna rzepa oraz…golenie zakoli. Wiem, że brzmi to straszne. Najpierw sama nie byłam przekonana co do tej metody. Jednak goliłam zakola co 2-3 dni przez cały październik.  Moje zakola aktualnie prezentują się tak:


Moimi ulubionymi szamponemi są do tej pory GreenPharmacy z żeń-szeniem ,z z GreenPharmacy z pokrzywą oraz Timotei precious oils. Planuję rozpocząć przygodę z alterra oraz płynem facelle. 
Odżywki które uwiodły moje serce to Garnier, ultra doux awokado i masło karite, Nivea log repair oraz Isana Ansatz&Spitzen.Moja ulubiona maska to włosow to Ziaja z masłem kakaowym.Wcierki które pomogły na moje wypadanie włosów to Jantar oraz Joanna Rzepa.Olej który uwielbiają moje włosy to po prostu oliwa z oliwek.Na końcówki najlepiej sprawdza się u mnie jedwab biosilk wersja lite.Dodatkowo co jakiś czas funduję moim włosom płukankę z piwa lub z cytryny.Piję również olej lniany oraz tran.Aktualnie moje włosy mają 53 cm długości i 8,7 cm w obwodzie. Moim wielkim marzeniem jest długość 70 cm oraz grubość 10 cm. Oby się udało!Włosy myję codziennie lub co 2 dzień. Metodą OMO, a przy oczyszczaniu tylko MO JCzeszę włosy podróbką TT oraz oryginalnym TT. Wiąże włosy na noc w koczka ślimaczka oraz staram się nie używać suszarki.


Moim postanowieniem noworocznym było zapuścić włosy do jak najdłuższej i najzdrowszej długości, zyskując również na objętości.

Zmieniła się znacznie moja pielęgnacja.
Szampon: Baby dream z rossmana oczyszczał mój skalp, a szampon Joanny z algami stosowałam 2 razy w tygodniu. Ogólnie myję głowę co 2-3 dni. Jeśli pracuję to niestety codziennie.
Odżywka: Pantene pro V do metody OMO.
Maska: Kallos Agan, jako drugie O w metodzie OMO.
Dodatkowo zakupiłam masażer do głowy. Masowałam się nim do marca. Teraz niestety już sporadycznie.
Szampon: Green pharmacy pokrzywa, szmapon familijny z rzepy, Garnier ultra doux siła 5 roślin oraz Syoss full hair 5 ( niestety mnie uczulił).
Odżywka: Nivea long repair.
Maska: Kallos keratin.
Olej: Olej arganowy na długość włosów.
Wcierka: Jantar <3


Aktualnie idzie mi coraz lepiej w mojej pielęgnacji włosów.
Niestety ponownie wróciły do mnie problemy zdrowotne. Mam podejrzenie nadczynności tarczycy. Niestety to może przyczyniać się do mojego częstego problemu z wypadaniem włosów. Od 3 miesięcy zmagam się również z nerwicą.
Zdjęcie zdjęć ze stycznia 2016 roku.

W marcu postanowiłam również przefarbować swoje włosy.
Na szczęście bardzo nie ucierpiały a mi bardzo przydała się taka zmiana. 






10 komentarzy:

  1. Jakie teraz są piękne! Powodzenia w dalszej walce! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piekna przemiana i swietny kolor koncowy :) Gratuluje Kochana :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam włosowe historie :)) Piękne włoski! Jak ślicznie błyszczą <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne są! Wytrwałości w walce :-) a na zakola spróbuj wcierać olejej rycynowy. Mi pomógł i to bardzo! W ciągu 2 tygodni miałam pełno nowych małych włoskow. Objętość kucyka przed rozpoczęciem kuracji nie była mierzona ale moich włosów było tak mało że wtedy można było je policzyć. Teraz cieszę się 9cm objętości w kucyku dzięki temu olejkowi :-) i pomyśl o yodze, mi pomogła przy stresie i nerwach albo jakieś sporty, gdzie wyładujesz swoją złość i wszystkie smutki :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olej rycynowy również mnie ratował, jednak trochę był dla mnie uciążliwy przy zmywaniu :(
      Yoga wydaje mi się naprawdę ciekawa,słyszałam kilka historii od znajomych ,którym bardzo pomogła. Będę musiała spróbować :)

      Usuń
  5. Kochana wiele juz osiagnelas, wloski bardzo latwo sie prezentuje i z pewnoscia uzyskasz wymarzona dlugosc oraz objetosc. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń

Paulina Rychter. Obsługiwane przez usługę Blogger.